Z tak małym dzieckiem doświadczeń nie mam. Moja mała miała rok i miesiąc, kiedy wybraliśmy się do Warszawy. Jechaliśmy Inter City i to polecam. Drożej, ale bez porównania bardziej komfortowo. Było na tyle pusto, że jedno siedzenie poświęciliśmy na położenie małej, a ona była na tyle uprzejma, że raczyła się przespać.
Z trzymiesięcznym dzieckiem tego problemu nie ma, ale roczniaka trzeba było pilnować, żeby nie dotykał okien i czego tam można dotykać. Nie udało się oczywiście, dlatego przypłaciliśmy podróż biegunką. Prawdziwa jazda była w drugą stronę, bo trzeba było trzy razy przebierać rzadką kupę. Nie w przedziale oczywiście, nie chciałam katować pasażerów, więc dokonywałam akrobacji w PKP-owskim kiblu. Koszmar.
Musiałam oczywiście latać z małą po całym pociągu, bo ciężko jej było wysiedzieć w przedziale. Zabawki, książeczki sprawdzają się na krótką metę. Nie da się 6 godzin siedzieć i grzecznie bawić. Młodsze dzieci więcej śpią, 3-miesięczniak pewnie też.
Pewnie już po ptakach, ale tak dla potomności. Co bym zabrała? Fotelik samochodowy, żeby w nim wieźć dziecko. Trzymanie cały czas na rękach może być upierdliwe, na wózek spacerowy jest za małe. Zresztą ze spacerówką też kiedyś jechałam (na krótszej trasie do Kłodzka - 100 km) i powiedziałam sobie, że drugi raz powtórzę ten wyczyn tylko w przypadku najwyższej konieczności dziejowej. Tragedia. Najgorsze jest to, że ludzie zamiast pomagać, albo siedzą cicho, albo wręcz odwracają się dupą i udają głuchych i ślepych.
Poza tym jakieś zabaweczki, pieluszki, wiadomo, termos z mlekiem (chyba że karmimy piersią - mmmmm, sama rozkosz, na oczach wszystkich pasażerów...). Chusta, mówisz? Chusta jest OK. Dziecko musi być większość czasu w pozycji leżącej. Dorosły jest wykończony po takiej podróży, co dopiero niemowlę.
Najgorsza jest zmiana pieluch z twardymi dowodami przemiany materii. Gdzie to zrobić higienicznie? Kible pkp wiadomo, jakie są. Pozostaje uraczyć aromatami pasażerów. Przecież nie można jechać w kupie

Poza zmianą pieluch reszta jest do przeżycia
